Znany na światowym rynku już od ponad 20 lat moneyback robi furorę wśród polskich konsumentów. W Polsce pojawiły się już karty płatnicze, które za pośrednictwem użytkowania mogą przynosić zysk. Ideą tego rewolucyjnego rozwiązania jest zwrot klientowi przez bank wydający kartę części kwoty nią wydatkowanej. Najczęściej wynosi 1%. Wbrew pozorom nie jest to mało, bowiem osoby, które aktywnie korzystają ze swoich kart w ciągu roku mogą zgromadzić dodatkowo nawet kilkaset złotych.
Pieniądze jakie w ramach moneyback otrzymuje klient nie są jednak bonusem czy gestem łaski ze strony banku. Stanowią one części pieniędzy, które bank otrzymuje w formie prowizji za płatności kartą. Każda płatność w sklepie obarczona jest prowizją, która wynosi ok 2% wartości dokonywanej transakcji. Kwota w ramach owej prowizji dzielona jest pomiędzy centrum zajmujące się autoryzacją kart, organizację płatniczą Visa lub MasterCard oraz bankiem, który wydał konsumentowi kartę. W kontekście moneybank , instytucja finansowa i tak zarabia jednak kwota ta jest odpowiednio pomniejszona na poczet portfela klienta. Dziwić może fakt wprowadzenia owej usługi na polskie ziemie. Do tej pory instytucje finansowe wzbraniały się przed tym, zatrzymując cały zysk z płatności kartą dla siebie. Wszystkiemu winna jest walka o klienta. Dzięki silnej konkurencji i rywalizacji na polu bankowym klienci mogą liczyć na coraz większe profity ze współpracy z bankami. Każdy kto dostanie wybór: karta tradycyjna a karta z usługą moneyback , bez wątpienia zdecyduje się na tę drugą alternatywę. Owa usługa dostępna jest już w ramach kart kredytowych jak i debetowych w Alior Banku i Polbanku. Zanim zdecydujemy się na moneyback to warto sprawdzić dogłębnie ofertę mianowicie w wielu bankach jest to jedynie element tymczasowej promocji.